Menu

Adoptowana Mama

Myśleliśmy, że to my adoptujemy dziecko. Jednak to ona - Basia, codziennie adoptuje nas do życia ze sobą, z chorobą poalkoholową, ze skutkami porzucenia, nadpobudliwością i ze swoją cudownością.

Adoptowana miłość

adoptowana.mama

przytulanie

Miłość i więź nie przychodzą na zawołanie. To głębokie i skomplikowane procesy. Uczucia nie da się przecież wywołać na siłę. Dziecka nie wybiera się samemu, spośród wielu innych. To nie sklep z zabawkami. Nie bierze się go na próbę, żeby w razie czego zwrócić.

 

Czy od razu ją pokochaliście? 

To pytanie, które słyszę najczęściej. Trudno odpowiedzieć na nie w dwóch słowach. Nie powiem przecież: „Nie, trochę później”. Prawda jest taka, że dostajesz gotowego, małego człowieka. Nie wygląda to jak w filmach. Nie chodzisz po domu dziecka, czekając na poryw serca, a jak go poczujesz, mówisz: „Wybieram tego, proszę zapakować”.
Czekasz latami w kolejce. Gdy przychodzi właściwy dzień, dostajesz to dziecko, któremu akurat uregulowała się sytuacja prawna. Oczywiście, można odmówić, ale nie po to starasz się adopcję, żeby wybrzydzać.

Czy baliście się, że jej nie pokochacie?

Ja, nie. Mimo, że początkowo była po prostu dziewczynką, którą dopiero poznałam. Wiedziałam, że mam w sobie ogromne pokłady miłości. Bardzo chciałam ją komuś dać. Zaraz po poznaniu dziecka, jest tyle emocji i tyle zamieszania, że nie ma czasu na wątpliwości. Wpadasz w wir przygotowań i organizacji pracy. Ja, czułam się jak na karuzeli. Potem zabierasz dziecko do domu i każdy dzień niesie nowe wyzwania.

A co z czułością i więzią?

Adopcja przypomina trochę kojarzone małżeństwo. W Indiach i wielu innych krajach, młodzi ludzie pobierają się z wyboru ich rodziców. Po latach, wiele z tych małżeństw szczerze się kocha. Oczywiście, z dzieckiem jest łatwiej. Po pierwsze, sam decydujesz się na adopcję. Po drugie, na ogół, masz wielką potrzebę rodzicielstwa. Po trzecie, maluszki są często urocze i łatwiej je pokochać. Jednak, w obydwu przypadkach, najpierw powstaje związek obcych sobie osób. Poznają się każdego dnia, nawiązują więź i rodzi się uczucie. Uczą się wzajemnej czułości. Potem, jak dobrze pójdzie, przychodzi miłość.

Kiedy poznałaś, że to już? Że kochasz ją, jak rodzone dziecko? 

Przez moje kłopoty z panowaniem nad nerwami (o których pisałam wcześniej), trochę to trwało. Miałam ogromną blokadę, czułam ucisk w klatce piersiowej i ciągle chciałam być górą. Moje DDA dawało o sobie znać każdego dnia. Pochodząc z domu bez czułości do dzieci, wszystkiego uczysz się sam. Jednak, pewnego dnia, zauważyłam coś nowego. Gdy weszłam z nią do toalety i patrzyłam jak robi kupkę, nie mogłam się na nią napatrzeć. Miałam ochotę całować ją po czerwonej z napięcia buźce i zatrzymać tą chwilę na zawsze. Wtedy wiedziałam, że to musi być TO. Właśnie taka, nieco śmierdząca sytuacja, została mi w pamięci jako moment przełomowy. No cóż. Miłość nie wybiera :)

 

Komentarze (10)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Justyna] *.dynamic.chello.pl

    Czekam na kazdy Pani wpis, wiem, ze to zycie Pani i malej ale Jestem baardzo ciekawa Jak bylo dalej, co sie wydarzylo dobrego, co zlego i Jak obecnie sie Wam zyje?

  • Gość: [Rose] *.dynamic.gprs.plus.pl

    To zależy od wielu rzeczy, od ludzi, położenia gwiazd i Bóg wie czego..chyba nie sposób podać reguły - u nas była miłość od pierwszego spojrzenia...i tak trwa juz 4 rok.. :)

  • Gość *.marsoft.net

    Bardzo Pani dziękuję. Przeczytałam wzmianki o Pani DDA i już wiem, że moje problemy, moje lęki, moje nerwy, to nie moja wina. Przestać się obwiniać - pierwszy krok, by sobie pomóc. Pozdrawiam :)

  • Gość *.telico.pl

    Czekam na każdy nowy wpis - pozdrawiam Panią. Patrycja.

  • Gość: [Do Zabawy] *.internetdsl.tpnet.pl

    Zdecydowanie miłość nie wybiera :)

  • Gość: [mama dwójki potworów] 91.228.113.*

    Z synem poszło gładko. Może to nie była miłość od pierwszego wejrzenia, a już po miesiącu nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Z córką adoptowaną 2,5 roku później było gorzej. Potrzebowałam ok dwóch lat i nawet teraz ( aż wstyd się przyznać ) kocham syna bardziej. Czy z dziećmi biologicznymi jest tak samo, że jedno kocha się bardziej a drugie mniej - nie wiem. Syn jest moim oczkiem w głowie. A może to wina tego, że na pierwsze dziecko czekaliśmy strasznie długo i miałam w sobie niezmierzone pokłady miłości, a z córką to już z górki ;)

  • Gość: [Justyna] *.dynamic.chello.pl

    Czekam na nowy blog!

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Puk, Puk ?

  • Gość: [Adoptowana Mama] *.ittmedia.pl

    Nowy wpis już jutro :) sesja nie wybiera :)

  • Gość: [Całaja] *.awist.pl

    DDA, to też ja. Poprzez życie z ojcem alkoholikiem i uległą mu matką, wiem co to jest życie w piekiełku. Wpoiłam w siebie obronę mamy, pomoc siostrze - POMOC, czyli branie życia dorosłych na barki małej dziewczynki, z której dorośli, najbliżsi robią rycerzyka. Nigdy, lub bardzo rzadko, byłam dzieckiem i myślę, że to spowodowało, że bywam nim teraz...w wieku 35 lat. To takie przykre. Ale gorsze jest to, że w rodzinie wpajano przekonanie, że dzieci to kłopot, że rujnują życie, że nie są błogosławieństwem, wiele razy słyszałam: po co one są!...a ja...bałam się mieć dziecko podobne do mojego ojca, bo przecież geny... ten strach spowodował, że nie mogłam zdecydować się na dziecko, bo strach był mocniejszy...a teraz przegrywam z biologią, z jajnikami... Bardzo to przykre.

© Adoptowana Mama
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci