Menu

Adoptowana Mama

Myśleliśmy, że to my adoptujemy dziecko. Jednak to ona - Basia, codziennie adoptuje nas do życia ze sobą, z chorobą poalkoholową, ze skutkami porzucenia, nadpobudliwością i ze swoją cudownością.

Jak podać gorzką prawdę?

adoptowana.mama

 ciaza

Mówienie Basi prawdy o adopcji było teoretycznie zaplanowane. Jednak wprowadzenie tej teorii w życie, nie było łatwe. Małe dziecko szybko zapomina. Musieliśmy walczyć z pokusą pozwolenia jej na zapomnienie. Poza tym, ciągle trzeba było decydować, na ile prawdy jest już gotowa. A prawda była gorzka. Nawracały myśli, by chronić przed nią bezbronne dziecko.

Pomocne brzuszki

Kryzys trzeciej doby, gdy Basia płakała z powodu zmiany domu, był ostatnim objawem jej wspomnień. Nie wiem, co działo się w małej główce, ale nie wołała już „cioci” z domu dziecka i nie wyrywała się w niewiadomym kierunku. Codzienność była różna, raz cudowna, raz bardzo trudna. Dni toczyły się swoim torem. Basia zapominała. Stawaliśmy się rodziną. Pewnie kwestia adopcji byłaby dłużej przemilczana, gdyby nie nasi przyjaciele, którzy postanowili hurtowo się rozmnażać. Los chciał, że prawie wszystkie moje koleżanki zaszły w ciążę jednocześnie. Mnogość brzuszków  rosnących wokół nas, nie pozostawiała wyboru. Temat przychodzenia dziecka na świat wypływał często.  Miałam aż nadto okazji, by wspominać Basi, że ona nie rosła w moim brzuszku. Jednak była na tyle mała, że nie pytała o nic więcej.

Dom dzieci

Z upływem czasu trzeba było zwiększać poziom wiedzy. Tutaj z wielką pomocą przyszła mi książka „Jeż” Katarzyny Kotowskiej. Opowiada ona, w bardzo przystępny sposób, historię adopcji podobną do naszej. Czytałam Basi tę książkę, uzupełniając komentarzami, że z nami było tak samo. Małą najbardziej interesowały fragmenty o „domu dzieci”. Sprawa pochodzenia i matki biologicznej w ogóle jeszcze jej nie zajmowała. Nie przyspieszaliśmy więc sprawy.

Jak nie Ty, to kto?

Około piątego roku życia, padły z jej ust pytania, odnośnie pierwszej mamy. Wyjaśniłam jej, że mój brzuszek jest chory, że czasami tak jest - dziecko rodzi się w jednym domu, a wychowuje w innym. Podtrzymywałam historię z „Jeża”. Mówiłam, że zawsze była naszym dzieckiem, bo nam była przeznaczona, ale najpierw musieliśmy ją odszukać. Jej biologiczna mama czuła, że maleństwo nie należy do niej. A mu poczuliśmy, że gdzieś urodziło się nasze dziecko i rozpoczęliśmy poszukiwania. Było w tym dużo prawdy. Złożyliśmy dokumenty w ośrodku adopcyjnym, dokładnie w czasie gdy się rodziła. Formalności sądowe sprawiły, że razem byliśmy dopiero po dwóch i pół roku.

To nie fair!

Na co dzień Basia wydawała się niewzruszona tą sprawą. Raz tylko spytała mnie, a po chwili męża, czy byliśmy w brzuchach swoich mam. Potem spytała o jeszcze kilka znajomych osób. Odpowiedzi były twierdzące. Wtedy wybuchła słowami „To nie fair! Tylko ja nie byłam u Ciebie w brzuchu!”. Nie zaprzeczyłam. To nie jest fair. Życie nie zawsze jest fair. Ale wszystko ma dobre i złe strony. Starałam się pomóc jej zaakceptować rzeczywistość, bez dyskutowania nad jej zasadnością.

Do tego choroba poalkoholowa

Teraz Basia ma 10 lat. Jest mądra, spostrzegawcza i przenikliwa. Nie ma sensu owijać w bawełnę. Przez częste wizyty w fundacjach i u lekarzy, doskonale zorientowała się w skutkach choroby poalkoholowej. To był trudny element prawdy. Jak powiedzieć dziecku, że jego matka piła w czasie ciąży? Oczywiście, najlepsza jest prawda. Na początku trochę spanikowałam i powiedziałam, że może jej mama nie wiedziała, że spodziewa się dziecka. Po kilku dniach, rozmawiałyśmy o uzależnieniach. Wtedy dopiero wyjaśniłam jej, że alkoholizm to choroba i niektórzy nie mogą przestać pić, nawet gdy chcą.

 Co z tą matką?

 Jeden z psychologów uświadomił mi, że fundamentalną wartością dla człowieka jest jego uczucie do matki. Jaka by nie była ta kobieta, lepiej dla Basi, by mogła myśleć o niej dobrze. By mogła ją chociaż zrozumieć. Pierwsza dłuższa rozmowa na jej temat była dla mnie bardzo trudna. Domyślam się, że dla Basi również. Efekt był jednak cudownie zaskakujący. Po okresie buntu i bardzo trudnego zachowania, przyszedł czas wylewnej miłości. Następnego dnia, przy odbieraniu ze szkoły, rzuciła mi się na szyję. Trzymała mnie i przytulała przez dobrych kilka minut. Powiedziała, że bardzo mnie kocha i nie mogła się doczekać kiedy przyjdę. Od tamtej pory, ciągle chce ze mną spać, myć się, przytulać. Znacznie wzrosła więź między nami.

Przyszłość

Wiem, że duża i trudna część sprawy wciąż jest przed nami. Okres dojrzewania, buntu, poszukiwania siebie. Charakter i osobowość Basi będą się kształtowały. Już widać burzę hormonów w jej ciele i wielu zachowaniu. Nie wiem ile razy usłyszymy słowa: „Nie jesteście moimi rodzicami!”. Raz, czy dwa, już się zdarzyło. Chyba jesteśmy na to przygotowani. Odpowiadamy, że dla niej to przetrwamy. Potem, złość opada i córka przeprasza nas z płaczem. Oby nie było gorzej.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • jol-ene

    nieustannie czytam z zapartym tchem i czekam na kolejne odcinki tej niesamowitej historii!

  • verdana

    Moja matka, która miała lat 16 wytłumaczyła swemu nowo adoptowanemu bratu - lat 7, że jak dziecko się rodzi, to trzeba "brać co dają". Lepsze, gorsze - trudno. Jak się adoptuje, to wybiera sie dziecko, które nam się naj, naj, najbardziej podobało, lepszego od niego nie ma.
    Brat na wiele lat uwierzył, a jak dorósł i zrozumiał, zr to jednak nie do końca tak działa - to już był na tyle pewny, że rodzina uznawała go za "najlepszego", ze nigdy nie uważał, ze rodzice mogli go kochać inaczej czy mniej niż mamę, bo ja urodzili, a jego adoptowali.

  • Gość: [mama dwójki potworów] 91.228.113.*

    Ja mówię moim potworom, że mama urodziła je serduszkiem a nie brzuszkiem :)

© Adoptowana Mama
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci