Menu

Adoptowana Mama

Myśleliśmy, że to my adoptujemy dziecko. Jednak to ona - Basia, codziennie adoptuje nas do życia ze sobą, z chorobą poalkoholową, ze skutkami porzucenia, nadpobudliwością i ze swoją cudownością.

Lustro

adoptowana.mama

 

lustroDziecko jest odrębną istotą, z własnym temperamentem i charakterem. Będąc tego świadomi, często oceniamy je jako grzeczne lub nieznośne, nerwowe lub spokojne, pyskate lub posłuszne. Łatwo wtedy zapomnieć, jak wiele zachowań podopiecznego jest odbiciem naszych własnych cech. By to przyznać, trzeba mieć odwagę, spojrzeć w to lustro i swoje w nim odbicie. Może być piękne, a może mieć wiele skaz.

Choroba wszystko tłumaczy?

Gdy Basia miała 3 lata i dowiedzieliśmy się o FAS poczuliśmy ogromną smutek, strach, ale też ulgę. Nie my byliśmy temu winni. Jej trudne zachowania, ataki agresji, różne problemy, można było zrzucić na chorobę i szukać pomocy dla niej. My byliśmy rozgrzeszeni. Każdy może zrozumieć, że dziecko z takim syndromem jest inne, agresywne, nieufne. Takie podejście uśpiło naszą czujność na samych siebie i nasz wpływ na nią. Nie mam na myśli wychowania, a raczej dawanie przykładu własnym zachowaniem.

Dlaczego ona tyle krzyczy?

Problem ten nie dotyczy tylko rodzin adopcyjnych. Znam dobrze rodzinę, w której matka bez przerwy krzyczała na swoje dzieci, poniżała je, dawała klapsy. Pewnego dnia powiedziała mi, oburzona, że najadła się wstydu na wywiadówce u córki. Nauczycielka powiedziała, że dziewczynka w ogóle nie umie mówić, tylko ciągle krzyczy. Zadziwiające było to, że jej mama, patrząc mi w oczy, mówiła „Ja nie wiem skąd jej się to bierze. Kto ją tego nauczył? Tyle razy jej mówię, że ma być grzeczna w szkole!”. Naprawdę nie miała pojęcia o wpływie swojego zachowania na córkę.

Zmienić odbicie 

Ja również dawałam zły wzór córce. Wychowywałam ją surowo i konsekwentnie. Ustawiałam ją wg swoich ram, tak jak mnie ustawiano, nie pozostawiając dziecku swobody na bycie sobą. Uważałam Basię za zbuntowaną, przekorną, a nawet złośliwą. Ciągle robiłam wykłady, kazania, zrzędziłam i krzyczałam. W odpowiedzi, patrząc jak na siłę wprowadzam ją w swoje formy, ona walczyła w obronie swoich. Była silną kobietą, tak samo jak ja. Nie dawała sobie w kaszę dmuchać i nigdy nie pozostawała dłużna. W efekcie ciągle prowadziłyśmy wojny. O wszystko. Ważne było tylko to, która wygra. Koniecznie chciałam, by zmieniła swoje zachowanie, uległa mi i przestała być taka buntowbicza. Jednocześnie nie zamierzałam zmienić niczego w sobie. Teraz wiem, że chciałam by odbicie w lustrze zmieniło się, bez zmiany oryginału.

Gorzka prawda

Po wielu godzinach kursu dla rodziców, rozmowach z psychologiem, lekturach mądrych książek i własnych przemyśleniach, dotarło do mnie, że trzeba zacząć od siebie. Dzisiaj jest to moją dewizą w większości spraw. Moi bliscy pewnie mają dosyć, bo powtarzam to przy każdej okazji. Gdy zaczęłam pracować nad sobą, nad akceptacją, szacunkiem do samej siebie i do odmienności innych, gdy dałam sobie czas i uwagę by uspokoić poranione dziecko w sobie, przestałam walczyć. Z Basią bywa różnie, jest człowiekiem jak każdy z nas i miewa różne nastroje. Jednak odkąd ja odpuściłam i przestałam szarpać się z nią (i ze sobą), zobaczyłam, że nie jest ani przekorna, ani złośliwa, ani nawet trudna. Prawda jest taka, że sama ją uczyłam takich zachowań, bo sama byłam w środku zbuntowanym dzieciakiem.

Być dobrym wzorem

Łatwo to wszystko pisać, gorzej zmienić w życiu coś głęboko zakorzenionego. Dziecko ma niesamowitą zdolność widzenia i odczuwania tego, co siedzi w naszym środku. Jest zwierciadłem naszej duszy. Nie będziemy w nim widzieli pięknego odbicia, jeżeli wszystko w nas jest potłuczone. Jednak to odbicie, dla matki, często staje się ważniejsze niż sam oryginał. Wiele razy czułam, że coś nie gra we mnie, że sobie nie radzę, ale dla siebie samej, nie podejmowałam trudu zmian. Teraz, gdy widzę jaki wpływ ma moje prawdziwe ja i moje nastawienie do życia na Basię, nie wyobrażam sobie innej drogi. Mając tą świadomość, nie wybaczyłabym sobie prowadzenia jej tą samą drogą, jaką ja przeszłam.

Dla mnie, jest to dowód na to, że to dzieci często wychowują nas. One są dla nas, tak jak my jesteśmy dla nich. Czasem, dobrze jest byśmy to my przejrzeli się w ich oczach. Odbicie może nas bardzo zaskoczyć

 

 

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [magda] *.e-wire.net.au

    bardzo, a to bardzo dobry wpis...i prawdziwy

  • Gość: [madamme] *.dynamic-ww-02.vectranet.pl

    Zgadzam się. To, co "wkładamy" w dzieci - emocje, starania, nawyki - to wszystko wraca do nas. Piszę to i jako matka dwóch już dorosłych synów, i jako nauczycielka z 20-letnim stażem.

  • Gość: [nuta] *.ip.interplus.com.pl

    Zgadzam się ze wszystkim. Sama jestem od roku mamą obecnie 6-cio letniego chłopca. I dzisiaj z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że jest kalką moją i męża. A "problemy wychowawcze" to problem z naszym postrzeganiem rzeczywistości a nie dziecka.

  • Gość: [A] *.play-internet.pl

    Tylko jak uspokoic to dziecko w sobie, kiedy przeszlosc kazdego dnia wskakuje nam na plecy...

© Adoptowana Mama
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci