Menu

Adoptowana Mama

Myśleliśmy, że to my adoptujemy dziecko. Jednak to ona - Basia, codziennie adoptuje nas do życia ze sobą, z chorobą poalkoholową, ze skutkami porzucenia, nadpobudliwością i ze swoją cudownością.

Nasz opiekuńczy drogowskaz

adoptowana.mama

drogowskaz

Po latach błędów i sukcesów, wielu poradach psychologów oraz wnikliwych obserwacjach, udało nam się wypracować zasady, które ułatwiają codzienne życie z Basią. Nie chcę nikogo pouczać, nie twierdzę, że to gotowa recepta na sukces. W końcu rodzicielstwo, to wiecznie zmieniająca się sytuacja.

Część zasad wynika z porad otrzymanych przez nas w fundacji „Daj szansę” z Torunia. Zostały tylko przefiltrowane przez nasze doświadczenia. Inne hodowały się i wyrosły od podstaw w naszym domu. Słowo „zasady” wydaje się dość surowe i nie przepadam za nim, ale określenia „wskazówki”, czy „rady”, też mnie nie przekonują. Są to rodzaje drogowskazów, które ukształtowały się w naszej rodzinie pod wpływem troski, opieki i miłości. Nie traktujemy ich jak regulaminu domowej dyscypliny.

  1. Miłość jest najlepszą dyscypliną

    Wszystkie decyzje, zakazy i granice muszą być podyktowane miłością i troską o bezpieczeństwo. Zastanawiamy się, czy nie jest to nasze „bo ja tak chcę!”
  2. Tłumaczymy, wyjaśniamy, rozmawiamy jak z przyjacielem

    Jeżeli o coś Basię prosimy, czegoś wymagamy, tłumaczymy dokładnie dlaczego tak jest. Do przyjaciela powiedzielibyśmy: „Czy możesz zdjąć buty z kanapy? Ten materiał bardzo trudno się pierze.” Więc dlaczego do ukochanego dziecka krzyczeć: „Nogi na podłogę!!!” ?
  3. Obecność

    Basia ma 10 lat. Dla niektórych to wiek, w którym można na długo zostawiać dziecko samo w domu, lub na dworze. Oczywiście zdarzają się różne sytuacje. Nie trzymam jej przy cycku, ale staram się pamiętać, nadal jest dzieckiem i nic nie zastąpi czasu spędzonego razem.
  4. Konkret

    Długie zdania i skomplikowane polecenia nie mają szans powodzenia w naszym domu. Jeżeli czegoś wymagamy, dzielimy to na etapy, przekazujemy krok po kroku. Krótko, jeśli trzeba, stanowczo, ale zawsze wprost i z szacunkiem do niej. Po wykonaniu jednego kroczku, zauważamy to, chwalimy i dopiero podajemy kolejny. Nie wiem czy to FAS, czy natura dziecka, ale polecenia typu „ogarnij w pokoju”, „poodrabiaj lekcje” itp. stanowczo Basię przerastają. W efekcie siada i nic nie robi, nie wiedząc od czego zacząć. Po prośbach by „się umyła” na ogół leżała pół godziny na dywaniku w łazience. Po konkretnych podpowiedziach, np. „dzisiaj pakiet podstawowy: nalej mało wody, umyj nogi, pupę itp., włosy umyjemy jutro” nie ma żadnych problemów.
  5. Przygotowywanie

    Od lat wiedzieliśmy, że sposobem na wyciągnięcie Basi z placu zabaw jest uprzedzanie jej dwa, trzy razy wcześniej, za ile minut wychodzimy. Lata mijają, a ta zasada się nie zmienia, raczej rozwija się na inne pola. Myślę, że jest zdolna wszystko zaakceptować, jeżeli ma to wyjaśnione z wyprzedzeniem. Nie cierpi nagłych zmian. Reaguje na nie bardzo emocjonalnie, wtedy z drobiazgu potrafi zrobić wielką aferę.
  6. Uświadamianie o skutkach i konsekwencja

    Staramy się, by zawsze znała możliwe skutki swoich wyborów. Niestety, niesie to za sobą potrzebę konsekwencji. Czasami skutki przychodzą same – np. przeziębienie po zdjęciu czapki w zimę. Czasami, to my musimy być ich sprawcą. My np. odmawiamy jej słodyczy jeśli odmawia jedzenia normalnych, zdrowych posiłków. Zawsze z wyjaśnieniem, że dla jej zdrowia, nie możemy pozwalać, aby do jej brzuszka wpadały tylko puste kalorie.
  7. Rutyna

    To nasz klucz do sukcesu. Wydawałoby się, że zapewnianie dziecku atrakcji, niespodzianek i przygód, to samo dobro. Nie u nas. Basia najlepiej funkcjonuje w rutynie. Plan dnia, plan tygodnia. Nie jesteśmy skrzywionymi na punkcie perfekcjonizmu rodzicami. To naprawdę jest jej wybór. Młoda uwielbia powtarzalność, pewnie czuje się w niej bezpiecznie. Rytuały i harmonogramy, to nasz chleb powszedni.
  8. Jasny system nagród

    U nas są to klejnoty. Czyli szkiełka dekoracyjne z przypisaną wartością. Jeden klejnot to pół godziny telewizji, gry na komputerze, lub ekstra zabawy z rodzicem (oprócz normalnego wspólnego czasu). Może też raz w tygodniu wymieniać je na kasę. Oczywiście wszystko wg zasad i z limitami J Klejnoty zdobywa za każdy sukces w ciągu dnia. Wieczorem robimy zliczanie i przyznawanie klejnotów wg tabelki. Sukcesem jest prawie wszystko, co zrobi bez awantury… mycie zębów, ćwiczenia rehabilitacyjne, założenie aparatu na zęby, porządek w pokoju itp. Basia uwielbia ten rytuał i od dawna działa on u nas bez zarzutu. Oczywiście, za każdy dzień z nowymi klejnotami jest chwalona. Czasem traci klejnoty, np. za opryskliwe odzywki do nas, kłamstwa, itp. Staramy się jednak, by był to bardziej system nagród, niż kar. Ma pokazać, ile fajnych rzeczy udało jej się dzisiaj zrobić i jak to doceniamy.
    Wiem, że niektórzy uważają takie systemy za bezduszne, ale u nas przynosi to wiele radości i bardzo pomaga w wychowaniu.
  9. Akceptacja

    Kiedyś byłam osobą, która automatycznie, na większość pytań odpowiadała „nie”. Nie z powodu asertywności, raczej w wyniku dorastania pod władzą despoty. Nie trudno się domyślić, że wynikiem była fala przekory, kłótni i „robienia mi na złość” (jak to wtedy określałam). Z czasem i z trudem otworzyłam się jednak na Basię i na resztę świata. Teraz większość moich odpowiedzi zaczyna się od „dobrze”. Potem ewentualnie następuje wspomniane ostrzeżenie przed skutkami lub granice konieczne dla bezpieczeństwa. Jednak akceptacja musi być prawdziwa. Na początku starałam się robić to na siłę. Efektem była frustracja i wewnętrzna walka. Jednak, nie powiem wam ją osiągnąć. Dla mnie to rodzaj łaski. Wierzący mogą spróbować ją wymodlić. Pozostali, może wyciszyć się i wsłuchać w naturę dziecka? A może najpierw zaakceptować siebie.
  10. Spokój.

    Wiem, wiem. Łatwiej powiedzieć niż zrobić. W ostatnim wpisie pt. „Lustro” dużo o tym pisałam. Jeżeli sama krzyczę, nie mogę wymagać od dziecka tonu spokojnego i pełnego szacunku.
  11. Przeformułuj, zadziałaj inaczej.

    Czasami, choćbym pękła, nie mogę z czymś do niej trafić. Im bardziej napieram, tym ona większy opór stawia. Wtedy sprawdza się działanie nieco „od czapy”. Łaskotanie, zamiast krzyku. Żartowanie, zamiast wymówek. List zamiast wykładu. Pozwolenie na złamanie zasad, by osiągnąć ważniejszy cel. Nie jestem za przekupywaniem dzieci, jednak jak obiecałam jej wymarzoną sprytną plastelinę, okazało się, że potrafi przez dwa tygodnie, nie wyjmować przez sen aparatu ortodontycznego. Moja siostra pozwoliła kiedyś swoim synom na legalne wagary raz w miesiącu. Rozwiązała tym samym problem notorycznego opuszczania szkoły. Czasem trzeba niepedagogicznych metod :)
  12. Poleż, posmyraj, pochichocz

    Basia od początku śpi sama. Kiedyś myślałam, że ideał wychowawczy, to: przytulas, buziaczek, „kocham cię”, „dobranoc”, ja wychodzę, dziecko śpi. Gdy Basia zagadywała mnie przed wyjściem z pokoju, widziałam w tym tylko przedłużanie i kombinowanie. Potem, gdy poszła do szkoły, miałam żal, o niczym mi nie opowiada. Jednak wieczorem nadal spieszyłam się na film z mężem albo na sprzątanie po kolacji. Pewnego wieczoru zostałam. Poleżałam, podrapałam po pleckach i…. dowiedziałam się wszystkiego co się działo w szkole i na podwórku przez ostatni miesiąc, co ją gryzie, co cieszy. Okazało się, że właśnie wieczorami, po opadnięciu emocji, moje dziecko się otwiera. Od tej pory, często zostaję na dłużej, a raz w tygodniu śpimy razem. Czasem się przez to nie wysypiamy. Trudno :)
  13. Dziękuję

    U mnie w domu nie dziękowało się dzieciom za zmywanie, przynoszenie rzeczy, posłuszeństwo. Właściwie za nic. Trochę mi zajęło nauczenie się tego. Nie chodzi mi o zwykłe „dziękuję”, bo to można robić automatycznie. Chodzi o prawdziwe docenienie tego, że dziecko coś dla Ciebie zrobiło. Że wyniosło śmieci, podało pilota, zamknęło buzię zanim wyskoczyła z niej pyskówka. Często mówię Basi: „Dziękuję, że mi nie przerywałaś jak rozmawiałam z ciocią, widziałam, że miałaś ochotę”, lub „Dziękuję, że schowałaś buty, jak poprosiłam, zdaje się, że miałaś ochotę wrzasnąć na mnie, że się czepiam”. Czasem słyszę od mam, że im też nikt nie dziękuję. To smutne, ale myślę, że warto zacząć od siebie i poprosić o wzajemność.
  14. Szanuj siebie

    Dużo tu piszę o szacunku do dziecka, ale ono musi też samo siebie szanować, teraz i w przyszłości. Najlepszą drogą do nauczenia go tego jest, jak we wszystkim, własny przykład. JA mam prawo do odpoczynku, mam prawo o czymś zapomnieć, mogę się gorzej czuć, mogę być zdenerwowana lub smutna. Mogę iść sama na spacer, mogę zamówić pizzę i nie gotować obiadu. Każdy może być zmęczony, niedoskonały, lub mieć ochotę na chwilę sobie odpuścić. Nikt mnie nie uszanuję, jak sama siebie nie będę szanowała. Mam nadzieję, że Basia wyniesie z domu taką lekcję.
  15. Pomóż posprzątać

    Czasem mimo wszelkich starań, nie uda się powstrzymać katastrofy. Niedojrzały umysł dziecka wymyśli coś tak oryginalnego, że w życiu byśmy na to nie wpadli. Zrobi sobie wyspę skarbów na masce nowego samochodu, ugotuje mydło w mikrofalówce albo zrobi sobie tor z kwiatków doniczkowych i nie trafi w niego… No cóż, jest to irytujące, ale mimo tego staram się w takich momentach nie zostawiać jej samej z problemem. Niektórzy uczą zasady „Emil wybił szybę, Emil siedzi w przeciągu”. Ja uważam, że warto pomóc usunąć szkody, RAZEM zebrać ziemię i skorupy z doniczek, wytłumaczyć i przyjąć przeprosiny. Żeby miała odwagę eksperymentować dalej i wiedzieć, że może na nas liczyć. Żeby pomogła nam lub innym dzieciom, gdy popełnią błąd.

 Dużo tego? To tylko ułamek. Każdy dzień niesie nowe odkrycia. Więc eksplorujmy i odkrywajmy! 

 

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Do zabawy] *.internetdsl.tpnet.pl

    Świetne rady. Jesteście naprawdę silni.

  • Gość: [Adopcyjna mama] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Bardzo dużo czerpie wiedzy z tych drogowskazów. Mój syn ma 8 lat i chodzi do 2 klasy, nauczanie indywidualne. Proszę napisać jak Basia radzi sobie w szkole, nasz syn nie jest samodzielny, musiałam porzucić pracę, aby się nim opiekować. Jest bardzo trudno, agresja, bunt.

  • Gość: [Adoptowana Mama] *.ittmedia.pl

    Dziękuję bardzo za komentarze :)
    Adopcyjna Mamo, stopień gotowości u każdego dzieciaczka jest inny. Ja też, po sytuacjach w domu, bałam się o szkołę. Okazało się, że Basia potrafi się spiąć i starać w szkole, ale często potem odreagowuje to w domu. Na szczęście trafiła na doskonałą wychowawczynię, która potrafi widzieć dzieci indywidualnie. Ale ogólnie jest to bardzo trudny temat. Życzę powodzenia w nauce synka i w codziennym życiu. Pozdrawiam serdecznie :)

  • Gość: [Adopcyjna mama] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Dziękuję za wsparcie. Będę śledzić i wynosić wnioski z Twoich cennych lekcji. Zaczyna się jesień i powrót do szkoły, znowu jest gorzej. Staram się być silna i wspomagać synka w szkole, wiem że jemu też ciężko. Pomaga nam wychowawczyni i jedna z koleżanek z klasy. Jeżeli nie podołamy czeka nas zmiana szkoły, ale czy to w czymś pomoże? Pozdrawiam wszystkie zaFAScynowane mamy.

  • Gość: [Justyna] *.dynamic.chello.pl

    Dzien dobry, tyle madrosci,racji pani napisala, moje dzieci nie maja FAS ale ile podobnych sytuacji mam z nim do tych ktore pani opisala, jest mi.glupio przed moim dzieckiem,ja tez mu,nie.powiem wogole ale rzadko.dziekuje... przyklad z nogami na lozku trafio.y w dziesiatke... obiecalam sobie, ze bede pracowac nad komunikacja z czteroletnim synkiem, cora jest jeszcze malenka...Dziekuje, piekny wpis i czekam na kolejny...

  • Gość: [Adoptowana Mama] *.ittmedia.pl

    Bardzo dziękuję, za życzliwe słowa. Nowy wpis już się pisze :) Pozdrawiam serdecznie

  • Gość: [green] *.dynamic.chello.pl

    Większość "porad" może się przydać, zwłaszcza autorytarnym rodzicom, choć wątpię, by tacy zaglądali na takie blogi, by szukać rozwiązań... Natomiast system kar i nagród nigdy nie sprawdzi się na dłuższą metę. Odbieranie dziecku szklanej kulki za kłamstwo to nic innego, jak uczenie go, że ma nie kłamać, bo.... straci paciorek. Wymiana szklanej kulki na ekstra zabawę z rodzicem to już przegięcie na maksa :) Niech Pani to przemyśli, bo skrzywdzi Pani córkę. Dziecko musi wiedzieć, że ma nie kłamać, bo utraci u innych zaufanie i sprawi okłamanym przykrość, a na komputerze może pograć, bo jest po prostu człowiekiem, któremu po pracy należą się też przyjemności. Nagradzanie za mycie zębów? Eh...
    Wiem, że dziecku trzeba powtarzać czasem 100 razy, żeby przyniosło skutek, a dziecku z Fas to samo 1000... Zresztą w szkole szklanych kulek nie potrzeba i córa daje radę...

  • Gość: [rzepicha] *.kirchhoff.pl

    Ja też mam podobne zdanie co green. Ogólnie większość porad jest fajna. Większość była też mi znana, choć jak zwykle jeszcze coś można sobie dorzucić, bo złapałam się na przykładzie z kanapą.
    Ale system nagradzania - mało mi się spodobał. Zwłaszcza ten czas z rodzicami jako nagroda. W moim przekonaniu - my rodzice nie mamy w żadnym wypadku stanowić nagrody. Dziecko chce spędzić ze mną czas tak samo jak ja z nim. Poza tym jeśli dziecko ma taką potrzebę i chce spędzać z nami więcej czasu, to chyba nie powinniśmy mu tego ograniczać i reglamentować. Bo to chyba jedna z potrzeb, na które nie można wyznaczyć limitów, bo każdy i dorosły i dziecko tę potrzebę mogą mieć inną. Oczywiście są obowiązki, czas konieczny dla siebie i dziecko też musi o tym wiedzieć. Można mu to tłumaczyć i pokazywać. Ale nasz czas nie może być nagrodą! Ogólnie czas ma być dla NAS wszystkich, nie tylko dla dziecka. Ogólnie "poświęcanie" czasu dziecku to dla mnie jakieś językowo niezręczne określenie.
    Oglądanie TV i gra na komputerze - jakie my nagrody dzieciom oferujemy? Jak dla mnie może być jedynie tak, że uczymy dziecko, że pewne rzeczy (np. obowiązki szkolne) mają w danym czasie większy priorytet. Czyli najpierw trzeba zrobić zadanie, porządek, bo tego nie można odłożyć. A potem siadamy do zabawy i gry, bo to jest mniej pilne i mniej ważne, ale przyjemne (wg. uznania :-)
    Ale ogólnie bardzo ciekawie się czyta Pani rozważania i nawet jak się człowiek z czymś nie zgodzi, to może sobie sam uświadomić dlaczego ma odmienne zdanie i znaleźć wskazówkę. Rozumiem, że można się dzielić swoimi spostrzeżeniami i uwagami, by wspólnie z tego wyciągać wnioski. :-) Pozdrawiam ciepło.

© Adoptowana Mama
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci