Menu

Adoptowana Mama

Myśleliśmy, że to my adoptujemy dziecko. Jednak to ona - Basia, codziennie adoptuje nas do życia ze sobą, z chorobą poalkoholową, ze skutkami porzucenia, nadpobudliwością i ze swoją cudownością.

Adopcyjne tabu

adoptowana.mama

tabu1

Na portalach blogowych na hasło "adopcja" wyskakuje głównie "adopcja psów". Cała Polska walczy o prawa kobiet do aborcji, a nikt nie walczy o uproszczenie procedur adopcyjnych. W kraju, w którym alkohol gości na większości stołów, są tylko dwa ośrodki zajmujące się dziećmi z chorobami poalkoholowymi. Skąd te paradoksy?

Paradoks prawny

Jak większość ludzi, myślałam, że najtrudniejszy element adopcji to podjęcie decyzji o niej. W telewizji pokazywali domy dziecka pełne biednych, smutnych dzieci oczekujących na nowych rodziców. Tylko zdecydować się i brać... Potem, rozpoznałam temat i okazało się, że w zależności od miasta, czeka się na dziecko od roku do pięciu lat. W tym samym czasie, dzieci latami czekają na unormowanie się ich praw do przysposobienia. Dokładnie tak było z nami. Nie znając się jeszcze, czekaliśmy w kolejce na adopcję te same dwa lata, przez które nasza córka czekała w placówce opiekuńczej na decyzję sądu. Choć nikt o nią nie walczył. Komu to służyło?

Paradoks informacyjny

W czasach, gdy walczymy o prawo do aborcji, swobód seksualnych i równości płci, wstydzimy się mówić otwarcie o adopcji. W mojej ocenie, adopcja to samo dobro, jednak tak wiele osób krępuje się  przy poruszaniu tego tematu. Owszem, jest to sprawa wywołująca wielkie emocje, ale chyba nie większe niż aborcja. Myślałam, że chodzi o wstyd przed przyznaniem się do niepłodności, ale o tym pisze się już bardzo dużo. Strach ruszać temat?

Paradoks leczenia zespołu poalkoholowego

Poalkoholowy zespół płodowy jest powszechną chorobą w naszym kraju. Postawienie diagnozy graniczy jednak z cudem. My, po wielu miesiącach poszukiwań, otrzymaliśmy pomoc w Lędzinach. Przejechaliśmy pół Polski, mimo że mieszkaliśmy w sporym mieście, niedaleko Łodzi, czy Warszawy. W tej chwili znam tylko dwa miejsca w całym kraju, które bez obaw zajmują się tym tematem. Rozumiem, że w rodzinach trwających w patologii , nikt nie leczy dzieci z FAS. Jest jednak wiele rodzin adopcyjnych i biologicznych, które chcą stawić czoło temu problemowi. Nawet w poradniach psychologicznych mogą wtedy (jak my) usłyszeć, że "była moda na ADHD, a teraz jest na FAS..." Alkohol w naszym społeczeństwie to wciąż dobro, nie trucizna. Może stąd ten opór?

Paradoks tajemnicy 

Ludzie ciągle chwalą nas za odwagę, że adoptowaliśmy dziecko. Często nie kryją podtekstu: "Ja bym tego w życiu nie zrobił, ale dla was - szacun!". Trochę jakbyśmy odważyli się wpuścić do domu potwora, a nie małe dziecko. Jednocześnie, ciągle spotykamy się z pytaniami, czy powiedzieliśmy Basi, że jest adoptowana. Powtarzają się sugestie, żeby to jednak ukrywać. Jakby to było coś wstydliwego, coś złego. Tymczasem, całkiem otwarcie, mówi się o wielu niechwalebnych rzeczach. Rośnie popularność obnoszenia się z piciem, lenistwem, olewactwem itp. Może się czepiam, ale dla mnie to większy wstyd niż niepłodność, na którą nie mam wpływu. Nie czuję się odważna. Potrzeba miłości i szczerości nie wydaje mi się też niczym wstydliwym. Skąd, w naszych czasach to tabu?

A może to ja jestem dziwna i ekshibicjonistyczna? 

 

 

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Adopcyjna mama] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Witam! U nas na szczęście nasz synek otwarcie, czasami sam mówi do rozmówcy o Domu Dziecka i nie jest to dla nikogo tematem tabu. Natomiast w naszym środowisku Fas to ogromny, niezrozumiały temat tabu, nawet dla nauczycieli w szkole. Syn jest postrzegany jako niegrzeczne, niewychowane dziecko, źle odnoszące się do nauczyciela i otoczenia. Pozdrawiam!

  • Gość: [Lewa] *.dynamic.gprs.plus.pl

    To chyba zalezy od srodowiska.U nas reakcje na adopcje i rozmowy o niej pozytywne na maxa - może nawet za bardzo...obawiam się, ze to może na dluzsza metę spowodować, ze nasza Malizna będzie mieć dysonans poznawczy między własnymi uczuciami, przeżywaniem jakby nie było potężnej straty a adopcyjnym "hip hip hurrra"

  • Gość: [Czarodziejska Mama] *.dynamic.mm.pl

    U nas standardowo słyszymy ohy ahy, jakie to cudowne itd ale ... sama bym tego nie zrobiła - dodają... notorycznie, już mi się nawet tego słuchać nie chce :) proszę ich tylko aby mi nie gratulowali jakbym jakiegoś potworka (dobrze to ujęłaś) zaadoptowała. Ale ludzie nie rozumieją... czasem dochodzi do paradoksu że jestem przedstawiana :"To moja koleżanka Beata - wiesz... ona dziecko adoptowała! " No kuźwa... A O FAS? O matko, nikt nic nie wie, nikt, wiedza jest bliska zeru wg mnie.

  • Gość: [mama dwójki potworów] *.gazeta.pl

    Tak. Dużo w tym racji, że ludzie boją się tematu adopcji. Ja osobiście ma często dość pytań typu: "a widzieliście ich rodziców" odpowiedź "no tak przecież codziennie patrzę w lustro":); " A czy się nie boicie co z niego wyrośnie" - jakby dzieci z adopcji mordowały wszystkich siekierami, bo przecież te z "normalnych rodzin to sami lekarze i prawnicy.
    "Jest taki, czy owaki - to przez jego złe geny" - jakby dziecko nie mogło być po prostu człowiekiem z takim a nie innym charakterem.
    Męczy mnie postrzeganie mojego dziecka przez pryzmat adopcji. To jest moje dziecko i często dopiero rozmowa z kimś z otoczenia przypomina mi, że je adoptowałam. To jest chore, gdyż ja czuję miłość tak wielką, że wydaje mi się, że nie można czuć większej do dziecka biologicznego.

  • Gość: [ecikp] *.cli.nitronet.pl

    Mamy podobnie, choć na szczęście córcia była zdrowa i b. krótko czekała (adopcja pełna), to na decyzję sądu o tym czy możemy ją wziąć do domu czekaliśmy m-c a decyzję adopcyjną - pół roku, bo ... dokumenty się zgubiły choć leżały od początku w tym sądzie.
    Wszyscy wiedzą, że adoptowaliśmy, także sama zainteresowana. Najbardziej ją boli to, że jej nie urodziłam, ale w wieku 6 lat już wie. A znajomi - cóż - dopingowali, trzymali kciuki i na szczęście - traktują nas jak normalną rodzinę. ze wszystkimi zaletami i wadami.

  • za-adaptowana

    znalazlam ten blog przy okazji artykolu, przeczytalam wszystkie watki i troszke odrylam sama siebie. jestem adoptowanym dzieckiem ktore od paru lat samo jest mama. w mich czasach nie bylo niestety blogow a tym bardziej pomocy ani dla rodzicow ani dla dzieci. jak widac nie wiele sie zmienilo w kwestii tajemnicy i stygmatyzacji pomimo ze latwiej teraz o informacje. do dzisiaj czuje sie jak mala Basia na szczescie mam moja coreczke, to dzieki niej moge poznac to czego sama nie poznalam jako dziecko. kiedy czytalam twoje watki to jakbym patrzyla w lustro, ze swojego doswiadczenia powiem ze tajemnice niczemu nie sluza i buduja jeszcze wieksze granice. dlatego jako mama staram sie rozmawiac z moja coreczka o wszystkim w miare otwarcie stosownie do jej wieku. dzieci sa dziecmi i bez wzgledu na przeszlosc beda odkrywac swiat na swoj sposob ale mysle ze najwazniejsze by dac im prawde i milosc (choc sama tego slowa nigdy wczesniej nie uzywalam -mojemu dziecku go nie odmawiam, choc czasem czuje jakbym je oszukiwala). to trudny temat dla rodzicow i dzieci ale jednak to na nas rodzicach ciazy odpowiedzialnosc bez wzgledu na wlasne doswiadczenia. troche namieszalam chyba, beda zagladac bo to bliski mi temat i moge poznac go z innej perspektywy.

© Adoptowana Mama
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci